Napisałem w poprzednim artykule o złym wpływie cukru na organizm człowieka i o tym, że spożywamy go zdecydowanie za dużo. Dziś opowiem o jeszcze większym zagrożeniu, jakie czyha w naszej żywności. Syrop glukozowo-fruktozowy może okazać się największym wrogiem na drodze ku zdrowszemu życiu. Jeżeli jest taki niebezpieczny to dlaczego zaczęto go stosować do produktów żywnościowych?


 

Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze… Jest tańszy i łatwiejszy w eksploatacji niż zwykły cukier. Chociaż początkowo w latach 60-tych XX wieku nie zyskał dużego uznania wśród producentów żywności, to prawdziwy rozkwit przeżył w drugiej połowie lat 70-tych szczególnie w USA, gdzie do teraz produkowany jest masowo.

Syrop otrzymywany jest z kukurydzy przetworzonej na skrobię kukurydzianą. Następnie skrobia pod wpływem enzymów, kwasów lub obu tych czynników konwersowana jest w syrop, który zawiera: 55% glukozy, 42% fruktozy i około 3% innych cukrów. Syrop oczyszczany jest do zawartości 90% fruktozy, a później mieszany z syropem o zaw. 42% fruktozy, żeby powstała mieszanka najczęściej stosowana w przemyśle spożywczym – 55% fruktozy i 41% glukozy.

Syrop glukozowo-fruktozowy dzięki swojej bezbarwnej, płynnej konsystencji z powodzeniem dodawany jest jako substancja słodząca. Nie ma też potrzeby wcześniejszego rozpuszczania i ustalania odpowiedniego stężenia. Dodatkowo niska lepkość syropu stanowi kolejną korzyść z punktu widzenia technologicznego. Ułatwia to rozlewanie, transport i dozowanie do produktów. Fruktoza jest znacznie słodsza niż sacharoza, a sam syrop nie ulega krystalizacji oraz zapobiega krystalizacji sacharozy, z której przy wysokim stężeniu wytrącają się kryształy, stanowiące wadę jakościową w wielu produktach.

Nie będę się rozpisywał gdzie można znaleźć syrop glukozowo-fruktozowy, zalecałbym uważniejsze czytanie etykiet, a szczególnie na napojach bezalkoholowych i alkoholowych, gazowany i niegazowanych, na sokach, napojach i nektarach owocowych, na deserach i napojach mlecznych, na lodach, zagęszczonym mleku i mrożonych deserach, na słoiczkach z dżemami, na opakowaniach galaretek i czekoladek, na jogurtach z wsadem owocowym, itp. Najlepiej czytać wszystko.

Wiemy już, że masowo i nachalnie dodaje się go do żywności, ale jaki to ma wpływ na nasz organizm? W sumie chodzi tu o samą fruktozę, która jest inaczej niż sacharoza metabolizowana w naszym organizmie. Fruktoza może zwiększać ciśnienie krwi, promować akumulację adipocytów (komórek tłuszczowych) w tkance tłuszczowej wisceralnej (wewnątrz trzewnej), powodować dyslipidemię i deponowanie tłuszczu na skutek wzmożonej lipogenezy wątrobowej. Jednym słowem – otyłość.

syrop glukozowo-fruktozowy

Może również sprzyjać rozwojowi miażdżycy, cukrzycy typu II i zespołu metabolicznego. Jest główną przyczyną otyłości. Wnioski dotyczące badań nad wpływem słodzonych napojów na przyrost tkanki tłuszczowej są jednoznaczne. Badania były prowadzone na myszach podzielonych na trzy grupy. Pierwsza oprócz normalnego jedzenia dostawała do picia wodę, druga grupa – wodę z fruktozą, a trzecia wodę z syropem glukozowo-fruktozowy.

Myszy pojone wodą z dodatkami fruktozy, a zwłaszcza syropu przybierały na masie, nawet, gdy zostały im zmniejszone racje żywieniowe. Pod koniec eksperymentu w swych ciałach miały o ok. 90% tłuszczu więcej niż te pijące wodę bez słodzików.

Spowodowane jest  to tym, że fruktoza nastawia cały metabolizm organizmu w produkcję tkanki tłuszczowej i niestety ten efekt utrzymuje się długo. Z badań wynika, że gdy na śniadanie wypijemy napój słodzony syropem glukozowo-fruktozowym, nasz organizm aż do obiadu będzie nastawiony na produkcję tkanki tłuszczowej, chociaż nie jest mu to potrzebne.

Pomyśleć można, że to dobry sposób na przytycie dla osób, które mają z tym problemy, ale kategorycznie odradzałbym zastosowanie takiej diety. Fruktoza wzmaga produkcję tkanki tłuszczowej, która gromadzi się głównie wokół narządów wewnętrznych, czyli w najgorszym miejscu dla zdrowia człowieka.

Według prof. Grażyny Cichosz, nie ma innego składnika diety, który sprzyja otyłości jak fruktoza. Częste spożywanie produktów zawierających syrop glukozowo-frutkozowy prowadzi do zwiększenia apetytu (spada wrażliwość organizmu na hormon sytości – leptynę) oraz insulinooporności.

Konsumpcja cukrów prostych (glukozy, fruktozy) prowadzi do reaktywnej hipoglikemii, czyli gwałtownych zmian poziomu insuliny oraz glukozy we krwi. Początkowo zapobiegać temu miała fruktoza, która ma niski indeks glikemiczny. Jednak w praktyce wyszło, że może stanowić jeszcze większe zagrożenie. Jest metabolizowana bardzo szybko, ponieważ omija pewne szlaki metaboliczne.

Fruktoza w bardzo szybko trafia do żyły wrotnej wątroby (żyła zaopatrująca wątrobę w krew i substancje wchłonięte w przewodzie pokarmowym). Wątroba zostaje nagle i w dużej ilości „zalana” fruktozą, co prowadzi do zwiększenia syntezy kwasów tłuszczowych i zwiększonego wydzielanie VLDL.

VLDL są to lipoproteiny o bardzo niskiej gęstości, które potem na drodze przemian biochemicznych są przetwarzane w lipoproteidy LDL, a on może przemieć się w utlenioną (z oksydowaną) formę czyli zły cholesterol. Naukowcy przypuszczają, że nadmiar trójglicerydów blokuje leptynie dostęp do mózgu, przez co ten nie wie, że powinien wysłać sygnał „przestajemy jeść”.

Aby uchronić się przed syropem glukozowo-fruktozowym najlepiej jest po prostu czytać etykiety. Słodzone jogurty zastępować naturalnymi z dodatkiem owoców. Oczywiście nie ma co panikować i wyrzucać z naszej diety wszelkich owoców, bo ilość dostarczonej z nich fruktozy byłby i tak na bardzo niskim poziomie.  Na koniec zachęcam do odwiedzenia blogu o podobnym wpisie gdzie dziewczyna tylko przez unikanie syropu glukozowo-fruktozowego zrzuciła 4kg w miesiąc.

Pozdrawiam i życzę zdrowia

Rafał