Od lat mówi się, że witamina C jest lekiem na przeziębienie. Co prawda może ona skrócić czas przeziębienia, (o ile jesteśmy sportowcami), ale efekt nie jest spektakularny.  To może jest ona nie potrzebna? Nic bardziej mylnego. 


Witamina C, czyli kwas askorbinowy to substancja, która powstaje po przekształceniu glukozy. Jest witaminą rozpuszczalną w wodzie, bardzo wrażliwą na tlen, światło i wysoką temperaturę. Formą aktywną (tą, którą rozpoznaje nasz organizm) jest kwas L-askorbinowy.

Przyznaję się sam, bez bicia, kiedyś dałem się nabrać na „prawdziwą i jedynie słuszną witaminę lewoskrętną”. Jednakże, chciałbym to sprostować. Ponieważ znaczek „L” odnosi się do konfiguracji w łańcuchu bocznym. Nie ma to związku z zakrzywianiem światła czy czymś podobnym. Dodatkowo pragnę zapewnić, iż w aptekach sprzedaje się „normalną” witaminę C, czyli taką, którą rozpoznaje nasz organizm.

Nazwę zawdzięcza swojemu pierwotnemu działaniu przeciwszkorbutowemu. Chociaż już w 1742 roku niektórzy ówcześni naukowcy zauważyli, iż sok z cytryny leczy gnilec to dopiero w 1933 roku zidentyfikowano ten „magiczny” składnik, czyli witaminę C. Albert Szent-Györgyi w 1937 r. dostał za to odkrycie nagrodę Nobla.

Niestety w toku ewolucji ludzka wątroba „zapomniała” jak się ową witaminę wytwarza, dlatego my oraz świnki morskie (i parę innych zwierząt) jesteśmy skazani na dostarczanie jej z zewnątrz. Reszta organizmów ssaków potrafi syntetyzować ją z glukozy. Taki koziołek o wadze 40 kg potrafi wyprodukować jej w stanie stresu aż 7.600 mg dziennie.

Aktualnie niedobory witaminy C nie występują. Objawiają się najczęściej:

*zmniejszoną odpornością na infekcje,

*zaburzeniami w syntezie kolagenu,

*wolniejszym gojeniem się ran,

*krwawieniem z dziąseł,

*bólami mięśni,

*brakiem apetytu,

*zmęczeniem i apatią.

Na całe szczęście, gdy już dostanie się do naszego organizmu to sieje istne spustoszenie… wśród wolnych rodników. Jest bardzo silnym przeciwutleniaczem i chroni nasze komórki przed ich szkodliwym działaniem. Można powiedzieć, że dosłownie je „wymiata”.

Czy na pewno jest ona taka ważna? Zalecana dzienna dawka mieści się między 40 a 80 mg. Moim zdaniem to bardzo mało. Tak naprawdę taka ilość tej witaminy to minimum, które chroni przed wystąpieniem niepożądanych niedoborów.

witamina C

Jedną z najważniejszych funkcji jakie sprawuje witamina C  w naszym ciele to branie udziału w syntezie kolagenu (białko tkanki łącznej, ok. 30% puli wszystkich białek w organizmie ludzkim). Kolagen jest istotny dla naszych ścian naczyń krwionośnych i skóry. Większa stabilność tkanki łącznej utrudnia przenikanie wirusów.

Witamina C poprawia resorpcję żelaza przez organizm, ochrania cholesterol przed procesem utlenienia, przyspiesza gojenia ran, ułatwia syntezę hemoglobiny, obniża ciśnienie krwi, działa jako środek antyalergiczny, jest niezbędna do produkcji różnych enzymów, hormonów nadnerczy, wspomaga procesy detoksykacji w wątrobie i działa ochronnie na oczy. Mało? W sumie bierze udział w blisko 4000 różnych procesach zachodzących w naszym ciele.

Kiedyś wydawało mi się, że syntetyczna (czyt. ta w preparatach) jest gorzej wchłaniana, bo jest nienaturalna. Jednak sięgnąłem po fachową wiedzę i zweryfikowałem swoje wątpliwości. I ta apteczna i ta z np. aceroli to chemicznie ten sam związek. Aktualnie w koncernach farmaceutycznych do produkcji witaminy C używa się często enzymów naturalnie występujących w organizmach potrafiących ją syntetyzować.

Dzienna dawka waha się w zależności od danych, od 80mg do nawet 2000mg na dzień. Ja osobiście jestem zwolennikiem dużych dawek witamin. Co więcej nasz organizm jednorazowo wchłania małe ilości tejże witaminy, a nadmiar jest bezproblemowo wydalany, więc nie ma obawy przed przedawkowaniem.

Jest ona bardzo mało toksyczna. Nie ma ustalonej jej dawki śmiertelnej dla człowieka, ale jest dla szczurów. LD50 (dawka zabijająca 50% populacji) dla tych gryzoni wynosi 11,9 mg/kg masy ciała. Jakby to przełożyć na człowieka to ja (84 kg) musiałbym jednorazowo zjeść jej 1 kg.

Najlepsze źródła witaminy C (podane na 100g produktu):

*czarna porzeczka 185mg,

*natka pietruszki 178mg,

*czerwona papryka 144mg,

*brukselka 94mg,

*szpinak 68mg,

*cytryny 50mg,

*kapusta kiszona 30mg,

*pomidory 23mg,

*ziemniaki 16mg.

Prawdziwym fenomenem pod względem zawartości witaminy C jest nasza polska dzika róża, aż 850mg!

witamina C, owoce dzikiej róży

Dodatkową korzyść przyniesie suplementowanie rutyną (uszczelnia naczynia krwionośne) i bioflawonoidami (działanie przeciwutleniające, stabilizują wit. C i ułatwiają jej wchłanianie. Na odporność również wpływa cynk, który prawdopodobnie niszczy wirusy (3 razy dziennie po tabletce lub zgodnie ze sposobem użycia) oraz dobrze znany naszym babciom czosnek. Ten ostatni hamuje rozwój bakterii w zarażonych przez wirusy tkankach (400-600mg koncentratu 4 razy dziennie podczas posiłku).

Profilaktycznie wystarczy 200 mg witaminy C dziennie, najlepiej w obecności bioflanowoidów.

Pozdrawiam i życzę zdrowia

Rafał


Sok z dzikiej róży 100% bez cukru – POLECAM!

Zapisz