Dzika róża, najczęściej róża psia (Rosa canina) i róża pomarszczona (Rosa rugosa), rośnie w Polsce na skrajach pól, przy drogach i w ogrodach. Jej czerwone owoce – botanicznie owocnie pozorne – od pokoleń trafiają do konfitur, herbat i syropów, a wokół ich działania narosło sporo przekonań, które warto zestawić z badaniami.
W skrócie
- Owoce dzikiej róży są bardzo bogatym źródłem witaminy C, ale jej zawartość zależy mocno od gatunku, odmiany i miejsca uprawy.
- Zawierają też polifenole i karotenoidy, m.in. likopen i beta-karoten.
- Regularne przyjmowanie witaminy C nie zapobiega przeziębieniom w ogólnej populacji, choć może nieco skracać ich czas trwania.
- Proszek z owoców róży łagodził ból w chorobie zwyrodnieniowej stawów w kilku niewielkich badaniach finansowanych przez producenta – dowody są obiecujące, ale ograniczone.
- Dzika róża to wartościowa żywność, a nie lek; nie zastąpi leczenia chorób stawów, serca czy infekcji.
Skąd tyle mówi się o dzikiej róży
W wielu domach robiło się konfitury z płatków róży rosnącej przy domu i powtarzało, że to „bardzo zdrowe”. Takie przekonanie ma wiele osób, ale „podobno wzmacnia odporność” to jeszcze nie wiedza. W Polsce rośnie kilkadziesiąt gatunków dzikich róż; to krzewy o niewielkich wymaganiach, które potrzebują przede wszystkim słońca. Owoce zbiera się zwykle od sierpnia do października, gdy są dojrzałe i jędrne.
Witamina C i inne składniki
Owoce dzikiej róży słyną z witaminy C – i słusznie, choć jej ilość bywa bardzo różna. W badaniu dzikich odmian róży psiej z Siedmiogrodu zawartość witaminy C wahała się od ok. 112 do 360 mg w 100 g miąższu, a rośliny z wyższych terenów miały jej więcej; owoce zawierały też od 326 do 575 mg polifenoli w 100 g[1]. W innym badaniu w owocach jednej z odmian ogrodowych witaminy C było nawet ok. 1,3 g w 100 g, a we wszystkich próbkach wykryto likopen i beta-karoten[2]. Ciekawe, że nowoczesne odmiany hodowane dla kwiatów miały zwykle mniej związków bioaktywnych niż dzikie gatunki i stare odmiany[2].
Witamina C jest niezbędnym kofaktorem enzymów biorących udział w wytwarzaniu kolagenu, białka budującego m.in. skórę, ścięgna i chrząstki[3]. Nie oznacza to jednak, że jedzenie róży „odbudowuje chrząstkę stawową” – takiego efektu nie wykazano. Często powtarzane porównania, że róża ma dokładnie 30 razy więcej witaminy C niż cytryna, też trzeba traktować ostrożnie, bo zawartość zależy od gatunku, dojrzałości, przechowywania i obróbki.
Odporność i przeziębienia
Dzikiej róży przypisuje się wzmacnianie odporności, głównie ze względu na witaminę C. Przegląd Cochrane obejmujący ponad 11 tysięcy uczestników wykazał, że regularne przyjmowanie witaminy C (co najmniej 0,2 g dziennie) nie zmniejszało częstości przeziębień w ogólnej populacji; mniej infekcji obserwowano tylko u osób narażonych na krótkotrwały, bardzo intensywny wysiłek, np. maratończyków[4]. Regularna suplementacja skracała natomiast przeziębienie u dorosłych średnio o 8%, a przyjmowanie witaminy C dopiero po wystąpieniu objawów nie dawało spójnego efektu[4].
Herbata czy syrop z róży mogą więc być dobrym sposobem na uzupełnienie witaminy C w diecie, ale nie są ochroną przed grypą czy przeziębieniem. W przypadku wysokiej gorączki, duszności lub objawów utrzymujących się dłużej niż kilka dni trzeba skontaktować się z lekarzem.
Dzika róża a stawy
Najlepiej przebadanym zastosowaniem jest proszek z owoców róży (z nasionami) w chorobie zwyrodnieniowej stawów. Przypisuje się to m.in. galaktolipidom, ale również innym składnikom owoców. W metaanalizie trzech badań z randomizacją (287 pacjentów, ok. 3 miesiące) proszek z róży zmniejszał ból bardziej niż placebo, a szansa na odpowiedź na leczenie była około dwukrotnie wyższa[5]. Wszystkie te badania były jednak wspierane przez producenta preparatu, danych jest mało, a autorzy podkreślają potrzebę niezależnych, większych i dłuższych badań[5]. Szerszy przegląd preparatów roślinnych w chorobie zwyrodnieniowej stawów również zaliczył proszek z róży do obiecujących, ale uznał, że skuteczności żadnego z nich nie udowodniono ponad wszelką wątpliwość[6].
Czasem można przeczytać, że róża „bardzo skutecznie pomaga w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów”. Uczciwiej powiedzieć: może łagodzić ból u części osób, ale nie leczy samej choroby i nie zastępuje rehabilitacji ani leczenia zaleconego przez lekarza.
Cholesterol i ciśnienie
W sześciotygodniowym badaniu z udziałem 31 osób z otyłością codzienne picie napoju z 40 g proszku z owoców róży obniżyło ciśnienie skurczowe o ok. 3%, cholesterol całkowity o ok. 5% i cholesterol LDL o 6% w porównaniu z napojem kontrolnym; nie zmieniło natomiast masy ciała, poziomu glukozy ani markerów stanu zapalnego[7]. Przegląd systematyczny badań klinicznych z ekstraktem z róży wskazuje na niejednoznaczne wyniki dotyczące lipidów i glukozy we krwi[8]. Te dane są ciekawe, ale zbyt skąpe, by traktować różę jako sposób na obniżenie cholesterolu. Twierdzenia o działaniu przeciwnowotworowym opierają się wyłącznie na badaniach laboratoryjnych.
Jak jeść dziką różę i na co uważać
- Owoce można suszyć na herbatę, robić z nich konfitury, przeciery, syropy, a nawet wino czy ocet. Witamina C jest wrażliwa na wysoką temperaturę i długie przechowywanie, więc przetwory zawierają jej mniej niż świeże owoce.
- Przed przygotowaniem konfitur i przecierów usuń z owoców nasiona i drobne włoski, które mogą podrażniać przewód pokarmowy i skórę – stąd wzięły się ludowe nazwy rośliny.
- Jako produkt spożywczy dzika róża jest dobrze tolerowana. Preparaty z proszkiem z róży w dużych dawkach warto skonsultować z lekarzem, zwłaszcza w ciąży, przy chorobach nerek lub przyjmowaniu leków na stałe.
- Nie zbieraj owoców przy ruchliwych drogach.
Dzika róża nie jest cudownym lekarstwem, ale to smaczne i bogate w składniki odżywcze owoce, po które warto sięgać jesienią. Inny dziko rosnący krzew o jadalnych owocach, rokitnik, opisujemy w osobnym artykule.



